Autostop - wspólny dojazd na maraton (ogłoszeń: 2)

Oferuję transport Dokąd: Gwiazda Południa Wyjazd:2018-07-11 Powrót:2018-07-15 Miejsce dla:x 1  i   x 1 - więcej

Oferuję transport Dokąd: Cisowianka Mazovia MTB Marathon - Brodnica (2018-07-01) Wyjazd:2018-07-01 Powrót:2018-07-01 Miejsce dla:x 1  i   x 1 - więcej

 
Forum rowerowe

 
Strona główna » Rowerowe różności » Magiel » Moja wina, moja skóra - ku przestrodze.
Moja wina, moja skóra - ku przestrodze. [wiadomość #20524] 07-06-2018 15:30 Przejdź do następnej wiadomości
qrakki
Wiadomości: 38
Dołączył(a): czerwiec 2012
Miejsce: Warszawa
Member
Drodzy, tak ku przestrodze i może autorefleksji (mnie się przytrafiła dzisiaj) długie story oparte na wydarzeniach dzisiejszego poranka.


Muszę zacząć do podziękowań dla anonimowego warszawiaka, człowieka a przede wszystkim rowerzysty. Bez naszego dzisiejszego spotkania nie dotarło by do mnie, że po 20 latach bezwypadkowego prowadzenia samochodu, 10 latach codziennych dojazdów rowerem do pracy, przejechanych ponad 140 maratonach MTB,
mogę sam przyłożyć się do własnego wypadku.

Spotkałem dzisiaj "nauczyciela" praktyka.
Mój "nauczyciel" postanowił wykazać wyższość swoich hamulców nad moimi i w świetle kodeksu drogowego oraz zasad poruszania się po DDR-ach, ma rację. Nie zachowałem tzw. bezpiecznego odstępu. Nie powinienem przez 3-4 km między Mostem Świętokrzyskim a Bartycką jechać mu na kole. Osobiście takie zachowanie innych mi nie przeszkadza, czasami dzięki temu zdarza się w trasie do/z pracy z kimś pogadać (treningi poza miastem to jednak zupełna inna sprawa), ale tu popełniłem pierwszy błąd - założyłem, że innym ludziom ubranym w lajkry również.

Tym razem kierującemu granatowym rumakiem chyba przeszkadzałem. Najpierw postanowił więc "urwać mnie", czyli dodał gazu. Ponieważ nie ścigałem się a tylko "nielegalnie" wykorzystywałem go jako ochronę przed wiatrem, zostałem z tyłu jadąc swoim tempem. Kolega "spuchł" po jakimś kilometrze, więc znowu do niego dojechałem. Za Bartycką przyspieszaliśmy (obaj zwolniliśmy przecinając ulicę; ja ciągle na kole), Panu widać zupełnie nie pasowała ta moja oszczędność energii, choć wcześniej przez 3-4 km nie dawał znać jasno znać, że mu nie pasuje (przyspieszeni potraktowałem wtedy jako tempo do którego wrócił zanim się spotkaliśmy).

Ruch łokciem tudzież zwykłe staropolskie "K..... S....." bym zrozumiał.
Ale nie.
Nie tym razem.

Mój "profesor" od przepisów postanowił mnie wyedukować poprzez karę.
Po prostu nagle wyhamował do zera na prostej DDR pomiędzy Bartycką a Gagarina.
Tego nie spodziewałem się ani ja ani moje hamulce.
Pan "nauczyciel" też się nie spodziewał, aż tak spektakularnych efektów swojego wykładu.
Totalne zaskoczenie bo, ani po lewej, ani po prawej żadnego zjazdu, chodnika, wydeptanej w trawniku ścieżki do warzywniaka czy na przystanek, nic, po prostu 300 - 400 metrów prostej, pustej DDR. Nic na drodze, nic obok, żadnego człowieka albo choćby ducha.
Hamulce, odbiłem w lewo, ale niestety liznąłem przednim kołem tył rumaka mojego "profesora". Potem "Leeeeć Adaś"...lot był krótki, zapewne wplotłem w niego jakiegoś Toeloop'a a może Lutz'a, efekt na asfalcie łatwy do przewidzenia... nowe szlify. W bonusie dostałem zniszczone siodełko.

Wstaję i pytam Pana (zatrzymał się przecież jeszcze przed moim lotem) czy zrobił to specjalnie?
- Nie - słyszę w odpowiedzi

Nie wierzę Panu, Panie w czarnych lajkrach, na granatowym rowerze
Nie powiedział Pan, że właśnie zgubił Pan komórkę, albo, że mucha wpadła do oka, albo, że nagle przypomniał Pan sobie, że zostawił Pan garnek z kartoflami na gazie, nie wysilił się Pan na żadną wymówkę.
Nie wierze Panu, bo nie było żadnego skrzyżowania, chodnika, ścieżki, nic gdzie by można było skręcić, chyba, że zamierzał Pan zaatakować w lewo prostu w żywopłot, ale wtedy dajemy znak ręką o zamiarze skrętu (nie przypominam sobie, ale to ja przyjąłem dzisiaj asfalt na kask)
Nie wierzę Panu, bo nie było nikogo przed, z boku i bezpośrednio za nami, kto wymusiłby nagłe hamowanie lub zmianę kierunku jazdy, w ogóle nikogo poza nami tam nie było w tym momencie.

Nie odpowiedział, ani nie powiedział Pan nic więcej.
Ale jeżeli to nie było z premedytacją to czemu nie spytał się Pan czy wszystko ok?
Przecież dopiero co obok Pana ktoś wykonał salto i przyglebił w asfalt na rowerze!
Chyba warto Panie "profesorze" wykazać minimum empatii w takiej sytuacji?
Czasami można komuś uratować kawałek zdrowia albo i życie takim pytaniem.

Po prostu zrobił Pan to z premedytacją i pojechał Pan sobie!
Tylko dlatego, że przez 3 - 4 kilometry jechałem za Panem na tzw. kole.
Z tego powodu premedytacją spowodował Pan wypadek innego rowerzysty?
W imię czego?
Swojego dyskomfortu czy jednak chciał Pan wykazać jak się kończy "jazda na kole"?
Ale skąd pomysł na taką formę edukacji?
Czy własnemu dziecku będzie Pan udowadniał, że ogień jest niebezpieczny wkładając mu rękę do ogniska?
Była okazja zwolnić i wyjaśnić sprawę, myślę, że byśmy się dogadali.

A może wyładował Pan na mnie jakąś swoją frustrację, bo dopiero co na Wybrzeżu Kościuszkowskim machał Pan rękami na jakiegoś kierowcę?
A może testosteron zadziałał i nie będzie Panu inny samiec tym samym tempem na kole siedział?
Pozostanie to tajemnicą i w sumie ważne jest tylko dla Pana.

Moja wina jest bezsporna jechałem na kole, nie wyhamowałem.
Zapłaciłem za to "własną skóra" i siodełkiem.
Całe szczęście tylko tyle.

Zakładam, że pojawią się opinie, że "profesor" miał rację,
a ja powinienem był jechać 20 metrów za nim albo wyprzedzić ale cfaniaczyłem.
Ci którzy tak napiszą będą mieli rację!
Na cfaniaka oszczędzałem waty w drodze do pracy i mógłbym się tłumaczyć jakimś wirusowym osłabieniem czy szczytem pylenia,
ale nie. Biorę winę na klatę a raczej na łokcie, kolana, ramiona i lewą nerę :/

Tą właśnie nauką chciałem się ze wszystkimi podzielić.
Stosujcie się do przepisów albo zdrowego rozsądku jak przepisy czegoś nie regulują,
ograniczcie zaufanie na drodze i sygnalizujcie swoje zamiary.
Wtedy nie będzie miejsca dla samozwańczych "nauczycieli".
Nauczcie się na mojej skórze, bo nie wiadomo co się może wydarzyć na drodze.

Ja naukę przyjmuję. Na kole już nie będę jeździł, chyba, że tak ustalimy.
A Panu "profesorowi" życzę odwagi, żeby następnym razem, powiedział, że sobie czegoś nie życzy,
i przemyślenia, czy takie "nauki" nie skrzywdzą jeszcze kogoś.
To dużo bardziej bezpieczne.

Szerokości
Michał Kurowski


Odp: Moja wina, moja skóra - ku przestrodze. [wiadomość #20532 jest odpowiedzią na wiadomość #20524] 12-06-2018 09:11 Przejdź do poprzedniej wiadomościPrzejdź do następnej wiadomości
ppiotr
Wiadomości: 210
Dołączył(a): marzec 2012
Senior Member
Wina była jego. Mogłeś spokojnie wezwać policję. Dostałby mandat dla nauki.
Odp: Moja wina, moja skóra - ku przestrodze. [wiadomość #20533 jest odpowiedzią na wiadomość #20532] 12-06-2018 12:42 Przejdź do poprzedniej wiadomości
qrakki
Wiadomości: 38
Dołączył(a): czerwiec 2012
Miejsce: Warszawa
Member
Moja wina, że nie przewidziałem.
Nie jestem pewien czy KD albo jakikolwiek inny dokument reguluje takie kwestie.
Inna sprawa, że zanim się pozbierałem to koleś było już 100m dalej.


Poprzedni wątek: Gdzie trzymacie rower - blokersi?
Idź do forum:
  

[ PDF ]